piątek, 19 stycznia 2018

Lampa idealna istnieje...

...i jest facetem.

Nie często zależy mi na posiadaniu czegoś bardzo bardzo ale się zdarza :)
Zdarzyło się i zapragnęłam pewnej lampy, szukałam parę miesięcy (używanej i w lekkostrawnej cenie) i udało się, historia z XII 2016 ale ta lampa jest warta posta na blogu :)

TIZIO
Zaprojektowana przez Richarda Sappera w 1972 r., produkowana przez Artemide.


Tizio występuje w trzech rozmiarach (50, 35 i 20 -  numeracja oznacza tez moc żarówki) oraz w wersji podłogowej. Prócz klasycznej czarnej lampy produkowane są też białe i szare, a czasem wykończone w polerowanym aluminium. Moja to klasyczna czarna 50tka.


Dla mnie Tizio to lampa ideał, lampa do wszystkiego, do każdego wnętrza i w dodatku piękna, no i ta czerwona biżuteria...


Tu fotki Tizo, które zebrałam na pintereście, a poniżej trochę inspirujących wnętrz.



Tizio u nas :)

Ten pręcik przy oprawce dodano chyba w latach 90.


Uwielbiam Tizio, nie ściemniam :) Teraz też nade mną świeci.

I Sherlock jest jej fanem :)


A tu Tizio vs Tolomeo i opowieści twórców m.in. o płci obu lamp :)



***

A w poprzednim poście było o malowaniu kuchni, zapraszam :)


poniedziałek, 11 grudnia 2017

plamki na ścianie wróżą malowanie

Jeden z komentarzy pod poprzednim postem, tym o przemalowanej na żółto szafce, przypomniał mi o tym, że wiosną malowaliśmy kuchnię, a proces dobierania koloru trwał długo :)

Zanim wybiorę kolor farby na ściany kupuję różne próbki i maluję nimi wszystkie ściany w pomieszczeniu. Potem mieszkam z tymi plamkami jakiś czas i przyglądam im się w świetle dziennym i sztucznym i przy różnej pogodzie. Dla mnie wybór koloru jest ważny, będę przebywać wśród tych ścian na co dzień przez kilka lat więc muszę być pewna, że to jest na pewno to. Maluję plamki koloru na wszystkich ścianach, kolor czasem zupełnie różnie wygląda na ścianach na wprost okna i na tej do okna prostopadłej. Tu miałam osiem propozycji, w sklepie wydawały mi się do siebie bardzo podobne (sklepowe światło zupełnie nie nadaje się do oceniania takich kolorów), a tu widać jak one się od siebie różnią. Stopniowo drogą eliminacji odrzuciłam wszystkie te farby.


I kupiłam jeszcze jedną, doszłam do wniosku, że ma przypominać kolor tych starych cegieł (na lewo od obrazu i pod obrazem).

Bingo! Trafiony zatopiony! Farba o nazwie "totalnie zauroczony" (Bondex) faktycznie mnie zauroczyła. Mogliśmy przystąpić do pracy.

Gotowe. Tak wygląda przy cegłach.

Dotąd część robocza kuchni oddzielona była wizualnie od reszty ciemno szarą wysoką lamperią, teraz chciałam ujednolicić całe pomieszczenie. Tu porównanie:
Pochłaniacz zrobiliśmy tak.


O obrazie było tu.



A w poprzednim poście było o malowaniu szafki :)))


środa, 6 grudnia 2017

przybrudzone słońce ;)

Przez przerwę w blogowaniu będę cofać się w czasie ale przecież nie ma to większego znaczenia :)

Po powrocie z działki we wrześniu chciało mi się koloru, może żeby przedłużyć lato :) Postanowiłam przemalować pewne drzwi, długo dobierałam kolor, przykładałam próbniki, wybrałam, kupiłam farbę z mieszalnika, przyniosłam do domu i nie znalazłam czasu na malowanie. Drzwi nadal czekają ;) 
W między czasie natomiast wynikła potrzeba kupienia szafki do sypialni ponieważ nie mam czasu szyć i mój kąt do szycia trochę zmienił swój kształt. Potrzebna była szafka, która wypełniłaby nowo powstałe miejsce. Szukałam nowych mebli w sklepach - nie znalazłam, zaczęłam więc grzebać w OLXie. I udało się :) Mebel nieciekawy, masywny, bardzo ciężki, z płyty wiórowej z naturalnym fornirem, z tzw. mebli holenderskich, których kiedyś dużo sprowadzano zza zachodniej granicy. Nadal są przywożone jak się okazało. Szafka pasowała idealnie wymiarami, pojemnością i ceną. Oczywiście z góry założyłam, że ją przemaluję.

Tak idealnie szafka wpasowała się gabarytowo :)


Na dobór koloru poświęciłam sporo czasu, przykładam do tego dużą uwagę, tu fotka z różnymi próbkami, oprócz tego przykrywałam mebel tkaninami w różnych kolorach i patrzyłam na nie w świetle dziennym i sztucznym oraz robiłam wizualki w photoshopie.


Gdy już zadecydowałam jaki ma być kolor musiałam go sobie stworzyć, bazowałam na tej kupionej wcześniej farbie z mieszalnika, do której dodawałam różne inne (wszystkie akrylowe). Chciałam też uzyskać super matową powierzchnię i znalazłam w sieci pomysł na użycie gipsu. Kiedyś malowałam ścianę farbą zmieszaną z talkiem żeby uzyskać mat, wyszło super, postanowiłam teraz poeksperymentować z gipsem. Miałam w domu gips szpachlowy i zaczęłam stopniowo dosypywać do farby i próbować, w sumie wsypałam go naprawdę dużo :) i pomalowałam szafkę. Żeby pokryć ciemny mebel dałam trzy warstwy farby, wcześniej powierzchnię przetarłam papierem ściernym i odtłuściłam.

Upiększyłam też wnętrza szuflad bardzo prostym sposobem, kawałek cienkiej pilśni (może być sztywna tektura), resztki tkanin, trochę taśmy klejącej i jest przyjemnie :)


Z końcowego efektu jestem bardzo bardzo bardzo zadowolona :)
Takie przybrudzone słońce wyszło na koniec lata ;)




Na szafce walizka bardzo ważna w swoim piątym wcieleniu, cztery wcześniejsze jej wersje były tu. Na walizce siedzi rok młodsza ode mnie trumf trumf misia Ela (rodzino, proszę Elę ze mną spalić, ja bez Eli do Welesa w Zaświaty nie idę :)



O dwóch aniołach było tu.



O wypasionych lampach wiszących tu pisałam.



Kontener z żelastwa prosto z Ursusa powstał tak.
A o przewygodnym niebieskim krześle pisałam tu.




***
A w poprzednim poście było o pewnej wartej odwiedzenia wystawie w Łodzi, zapraszam :)